Missha Pure Source Cell Sheet Mask
Maseczek w płachcie z serii Pure Source Sheet Mask używam mniej więcej od pół roku co niedzielę. Zwykle kupuję je w sklepie stacjonarnym Misshy w Poznaniu. Robię małą wycieczkę do centrum handlowego, czytam naklejki na opakowaniach i wybieram te wersje, które pasują najbardziej do mojej cery. Oto kilka przykładów, których działanie sprawdzałam:
- Green Tea – rozświetla, oczyszcza, nawilża, wygładza cerę, ma właściwości łagodzące i kojące, łagodzi także podrażnienia i opóźnia proces starzenia się skóry,
- Mango – nawilża i wygładza cerę, przywraca jej zdrowy wygląd, ma właściwości łagodzące i kojące, zapewnia naturalny blask, pozostawia skórę gładką i elastyczną,
- Honey – nawilża i rozświetla cerę, ma działanie antybakteryjne, przeciwzapalne i przeciwgrzybiczne, pomaga w pielęgnacji skóry z problemami i rozszerzonymi porami,
- Lemon – pomaga przeciwdziałać nadmiernemu wydzielaniu sebum, tonizuje, odświeża skórę i ściąga pory, rozjaśnia przebarwienia i plamy,
- Tea Tree – koi i oczyszcza problematyczną skórę, działa antybakteryjnie i przeciwwirusowo, łagodzi podrażnienia i stany zapalne,
- Lotus – ma działanie oczyszczająco-łagodzące, nawilża, wygładza i rozjaśnia skórę, koi podrażnienia.
Większość maseczek ma dwa podstawowe składniki: kwas fitowy, który nawilża i wygładza skórę, i chitozan, który ma właściwości łagodzące i kojące. Ja zwykle decydowałam się na te wersje, których działanie łagodzące jest dodatkowo wzmocnione głównym składnikiem (tym z nazwy), aby zaleczać lub przeciwdziałać pojawianiu się mojego zapalenia skóry. Trudno mi się wypowiadać o przeciwdziałaniu – mogę tylko potwierdzić, że bezpośrednio po użyciu maseczki łuszczenie się nie pojawiało. Natomiast przy występujących objawach, faktycznie stawały się mniej intensywne i widoczne.
Jako osoba z cerą mieszaną muszę ostrzec: to nie jest maseczka do nałożenia przed wyjściem z domu. Mam wrażenie, że po paru godzinach buzia zaczyna się świecić w niepożądany sposób. U mnie ten efekt nie jest jeszcze aż tak widoczny. Gorzej było u mojego chłopaka, który ma cerę tłustą. Na co dzień używa tylko żelu do mycia i kremu, i na wieczór skóra jest już nieco przetłuszczona. Natomiast po tych maseczkach już w połowie dnia świecił się mocno.
Nie zrozumcie mnie jednak źle – maseczki bardzo dobrze nawilżają i odżywiają. Przy skórze suchej podejrzewam, że będą dużą ulgą. Natomiast przy cerze mieszanej i tłustej też się sprawdzają, jednak bezpieczniej użyć ich wieczorem przed spaniem lub w „dzień relaksu”. Mamy wtedy pewność, że nasza buzia wchłonie wszystko co najlepsze i nie musimy się przejmować ewentualnym świeceniem.
Mam jeszcze jedno zastrzeżenie, ale to już co do wielkości samej bawełnianej płachty, która ma standardowy rozmiar. Mam wysokie czoło i twarz owalną w pionie (że tak to ujmę). Natomiast maseczka jest owalna w poziomie. W związku z tym nie zakrywa całego mojego czoła, a na policzkach muszę robić zakładki, żeby płachta dobrze przylegała. Nie jest to jakaś wielka wada – trudno oczekiwać, żeby uniwersalny rozmiar pasował idealnie każdej osobie.
Ja bardzo te maseczki lubię i ciągle używam różnych wersji. Po ich użyciu moja buzia jest gładka i miękka. Jednak mała wskazówka – maseczki w płachcie niekoniecznie współgrają z zarostem. :) Już to z chłopakiem przetestowaliśmy.
I na koniec podpowiedź zakupowa. Jak pisałam, ja kupuję te maseczki głównie w sklepie stacjonarnym Misshy, ale znajdziecie je również w ich sklepie internetowym. Jeśli natomiast zamawiacie kosmetyki w moim ulubionym Minti Shop, to polecam dorzucić do koszyka kilka maseczek, jeśli brakuje Wam tych kilkunastu złotych do darmowej dostawy. :)
| Cena | 7,99 zł / 8,99 zł |
| Pojemność | 1 sztuka w opakowaniu |
| Moja ocena | |
| Mój następca | brak (używam ich ciągle) |
| Gdzie kupić | Missha, Minti Shop |



0 komentarze